Czy jest jeszcze w Polsce wielbiciel książek, który nie słyszałby o Remigiuszu Mrozie? Ostatnio ten autor zyskał popularność poprzez wydawanie w niesamowicie  krótkim czasie wielu bestsellerowych powieści. Ja pierwszy raz spotkałam się z Mrozem, gdy natknęłam się na serię Parabellum, której wydarzenia dzieją się podczas II wojny światowej (jeszcze jej nie przeczytałam, ale słyszałam parę pozytywnych opinii). Zachęcona mnożącymi się w mgnieniu oka zachwytami na temat całej twórczości tego autora, w wakacje sięgnęłam po Kasację. Nie rozczarowałam się, ale lekturę kolejnych książek o Chyłce zostawiłam sobie na kiedy indziej. Parę tygodni temu jednak natknęłam się na nową powieść Remigiusza Mroza, tym razem thriller psychologiczny. Słyszałam na jej temat dużo, między innymi, że to najlepsza książka tego autora. Postawiłam więc sobie za cel zdobyć Behawiorystę i jak najszybciej go przeczytać. I oto jestem!

Zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc że zabije wychowawców i dzieci. Policja jest bezsilna, a mężczyzna nie przedstawia żadnych żądań. Nikt nie wie, dlaczego wziął zakładników, ani co zamierza osiągnąć. Sytuację komplikuje fakt, że transmisja na żywo z przedszkola pojawia się w internecie.

Służby w akcie desperacji proszą o pomoc Gerarda Edlinga, byłego prokuratora, który został dyscyplinarnie wydalony ze służby. Edling jest specjalistą od kinezyki, działu nauki zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Znany jest nie tylko z ekscentryzmu, ale także z tego, że potrafi rozwiązać każdą sprawę. A przynajmniej dotychczas tak było…

Rozpoczyna się gra między ścigającym a ściganym, w której tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim. (źródło)

Brzmi zachęcająco, prawda? To właśnie zarys fabuły spowodował, że nie mogłam się doczekać lektury. Naczytałam się pozytywnych opinii, które były praktycznie wszędzie (nie znalazłam ani jednej negatywnej). To spowodowało, że miałam bardzo duże oczekiwania w stosunku do Behawiorysty. I niestety muszę przyznać, że nie do końca zostały one spełnione.

Już w pierwszym rozdziale zostajemy wrzuceni w akcję. Nie ma tutaj żadnego wprowadzenia, wszystkich istotnych faktów dowiadujemy się wtedy, kiedy jest to potrzebne. Pod żadnym pozorem nie uważam tego za wadę, wręcz przeciwnie – wydaje mi się, że to bardzo dobry zabieg, który pozwala utrzymać tajemniczy i mroczny klimat książki.  Jednak mimo to myślę, że pierwsze 100 – 150 stron mogłoby być lepsze. I właśnie dlatego nie uważam tej powieści za takie cudo, jak większość czytelników.

behawiorysta-b-iext45629789Powiem szczerze: początek mnie niesamowicie wynudził – do tego stopnia, że myślałam nawet o odłożeniu Behawiorysty i przeczytaniu go kiedy indziej (a może nawet nigdy).  Niby akcja płynęła do przodu, ale jakoś nie potrafiłam wgryźć się w całą historię. Tak na dobrą sprawę to wciągnęłam się w nią dopiero w drugiej części i teraz cieszę się, że jednak nie przerwałam czytania. Reszta powieści jest po prostu niesamowita! I jeśli chodzi o nią, to całkowicie zgadzam się z osobami chwalącymi tę książkę – to jest coś!

Właśnie wtedy zostajemy ciągnięci w całą intrygę na tyle, że nie wiemy już, co jest prawdą, a co kłamstwem. Sama wielokrotnie próbowałam przewidzieć postępowanie zarówno głównego bohatera, jaki i psychopaty i trafiłam tylko raz (ale chodziło o dość mało istotny fakt). Kiedy  jednak ułożyłam sobie później w głowie prawdopodobną wersję wydarzeń, następował nagły zwrot akcji i wszystkie moje przewidywania brały w łeb.  Zupełnie nie spodziewałam się też zakończenia – do końca nie wierzyłam w to, co się dzieje. A ostatnie parę stron to po prostu WOW! Autor wybrał nieoczywisty i nieprzewidywalny sposób rozwiązania fabuły i robi to tak, że powinno mu tego pozazdrościć wielu innych twórców. To sama końcówka zmieniła i znacznie poprawiła moją opinię o tej książce.

W Behawioryście tytułowy bohater to Gerard Edling, osoba nieprzewidywalna i intrygująca (z resztą jak wszystkie postacie stworzone przez Mroza). Został on wydalony ze służby z powodu sprawy, która pozostawała tajemnicą prawie do końca lektury. Nie okazała się ona tak szokująca, jak myślałam, ale i tak spodziewałam się czegoś innego. Edling nie jest bohaterem, do którego żywię jakiekolwiek pozytywne uczucia. Nie byłam w stanie go polubić (a może taki był zamysł autora – stworzyć postać wielowymiarową i nie do końca zyskującą sympatię czytelnika?) i znaczniej bardziej niż behawiorystę ceniłam Beatę (którą poznacie dopiero, jeśli sięgniecie po tę powieść). Cenię go jednak i rozumiem, dlaczego został on wykreowany tak, a nie inaczej.

Kolejnym ciekawym aspektem tej książki jest psychopata. Stanowi on dość niecodzienne połączenie obłędu z nadzwyczajną inteligencją. Jego działania przerażają i zaskakują brutalnością (spodziewałam się jej, ale niektóre sytuacje niezwykle mnie odrzucały). Momentami jednak ten bohater – jeśli akurat kogoś nie morduje – potrafi powiedzieć coś tak idiotycznego, że miałam ochotę się roześmiać. I tutaj  tworzona przez dłuższy czas groza opadała i  cały nastrój siadał. Takich chwil było na szczęście niewiele, więc nie rzutują one w dużym stopniu na mój odbiór całości.

W porównaniu do Kasacji (bo tylko z nią mogę tę powieść porównywać) Behawiorysta jest wiele „mroczniejszą” książką. Nastrój zbudowany w nim jest dość przytłaczający i skłaniający do refleksji nad ludzką naturą. Wskazuje ona, jak okrutnymi osobami czasami bywamy. Bardzo cenię to w tej powieści – ma ona nie tylko służyć rozrywce, ale również zwrócić uwagę czytelnika na różne aspekty życia.

Podsumowując : Behawiorysta to książka, po którą z całą pewnością warto sięgnąć. Zaskakująca, nieprzewidywalna fabuła, nietuzinkowi bohaterowie i ciekawe przesłanie to tylko niektóre jej zalety. Mimo że mnie trochę rozczarowała (a dokładnie zrobił to początek) i znalazłam w niej kilka wad, to polecam zapoznać się z tą powieścią Remigiusza Mroza, którego twórczość wyróżnia się znacząca na tle innych polskich pisarzy.

Co myślicie o Behawioryście? Czytaliście go już czy może macie zamiar to zrobić?