Seria „The Bone Season” już od dłuższego czasu czekała u mnie na swoją kolej. Słyszałam o niej wiele dobrego, ale jakoś nie czułam naglącej potrzeby, żeby po nią sięgnąć. Jednak ostatnio w mojej szkolnej bibliotece pojawiły się nowe książki, a wśród nich m.in. „Czas żniw” i „Zakon mimów”. Wypożyczyłam oba tomy, żeby mieć co czytać w ferie. I pochłonęłam je w ciągu niecałych 5 dni. Bardzo wciągnęłam się w historię opowiedzianą przez autorkę i uznałam, że koniecznie muszę Wam o niej opowiedzieć!  Zapraszam do dalszej lektury 🙂

boneseason_pb_catRok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest śniącym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w sekrecie. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, a zarazem jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć. (źródło)

Brzmi zachęcająco, prawda? Tak właśnie zaczyna się pierwszy tom, czyli „Czas żniw”. Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w mroczny, nieznany nam wcześniej świat Londynu „z przyszłości”. Na początku nie wiemy praktycznie nic; nie rozumiemy sformułowań używanych przez bohaterów, o ich sposobie postępowania nawet nie mówiąc. Jeśli czytaliście kiedyś lub słyszeliście jakąś opinię o tej serii, pewnie wiecie, że świat wykreowany przez autorkę jest bardzo złożony. Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że ciężko zrozumieć nawet połowę „Czasu żniw” właśnie z uwagi na ten zbyt (zdaniem niektórych) skomplikowany świat. Sama obawiałam się tego przed rozpoczęciem lektury. Teraz, po przeczytaniu dwóch tomów myślę, że jestem w stanie to ocenić samodzielnie.  I powiem tak: tło dla historii stworzonej przez panią Shannon jest co prawda zawiłe, ale nie w takim stopniu, jak się spodziewałam po przeczytaniu wielu zwracających na to uwagę recenzji.

Jak już wcześniej pisałam, od razu zostajemy wrzuceni w akcję i na początku nie rozumiemy, co się dzieje. Mnie jednak udało się bardzo szybko odnaleźć w historii dzięki słowniczkowi umieszczonemu na samym końcu książki. Wszystkie pojęcia, które mogą sprawiać trudność zostały tam zwięźle wyjaśnione i to naprawdę ułatwia odbiór powieści (szczególnie jej pierwszych rozdziałów). Obok każdego określenia wydawca zamieścił jego odpowiednik w języku angielskim, dzięki czemu wiemy, o co dokładnie chodziło autorce. Szkoda, że na podobny krok nie zdecydowało się Uroboros przy polskim wydaniu A Court of Mist and Fury, ale o tym mówiłam tutaj. Widać, że wydawnictwo starało się, aby książka została jak najlepiej dostosowana do polskiego czytelnika i za to leci wielki plus 🙂

Podsumowując tę kwestię : nie miałam problemu ze zrozumieniem świata wykreowanego przez autorkę i wydaje mi się, że każdy czytelnik przy odrobinie dobrych chęci jest w stanie szybko go ogarnąć.  A naprawdę warto! To, co stworzyła w swojej powieści pani Shannon jest po prostu niewiarygodne! Najbardziej jestem pod wrażenie wątku „magicznego” przez nią wymyślonego. Główną rolę grają tu bowiem … jasnowidze. Są oni „niepożądanym” przez rząd elementem społeczeństwa i żyją w ukryciu. W „Czasie żniw” poznajemy poszczególne kategorie jasnowidzenia uporządkowane według rodzaju i siły mocy. Jest to coś nowego, świeżego jeśli chodzi o ten gatunek, więc spotkało mnie bardzo pozytywne zaskoczenie.

a6705fda13cd363dbb27e66675a3d652Świetnie wykreowani są tu również bohaterowie – zarówno Paige, jak i postacie drugo- i trzecioplanowe. Nie znalazłam tutaj nikogo, kto by mnie w jakikolwiek sposób irytował.  Wszyscy zostali stworzeni w intrygujący sposób, stanowią niemałą tajemnicę dla czytelnika, dodatkowo podsycając chęć do dalszego poznawania ich losów.

„Czas żniw” to powieść niezwykle wciągająca. Jej przeczytanie zajęło mi tylko parę dni; po prostu nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Zakończenie, które zaserwowała czytelnikom autorka sprawiło, że miałam ochotę natychmiast sięgnąć po kolejny tom, aby dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Na szczęście mogłam to zrobić praktycznie od razu, bo po ręką był „Zakon mimów”, którego recenzja również niedługo się pojawi.

Polecam „Czas żniw” wszystkim osobom gustującym w powieściach fantastycznych i sci-fi. Mimo że ta książka teoretycznie jest dystopią, bez problemu odnajdzie się w niej każdy wielbiciel magii i tajemnicy. To na pewno jedna z najlepszych młodzieżowych serii, jakie miałam okazje przeczytać w ostatnim czasie. Niesamowity świat przedstawiony, nieszablonowi, dający się lubić bohaterowie i porywająca akcja – czego chcieć więcej?

Słyszeliście już o tej powieści? Co o niej sądzicie? A może dopiero macie zamiar po nią sięgnąć? Koniecznie dajcie znać w komentarzach 😉