Tytuł oryginału : The Invasion of the Tearling

Cykl : Królowa Tearlingu #2

Autor : Erika Johansen

Data wydania : 30 marca 2016

Liczba stron : 560

Wydawnictwo : Galeria Książki

Moja ocena : 7,5/10

Z każdym dniem Kelsea Glynn coraz bardziej oswaja się z rolą władczyni. Kładąc kres zsyłkom niewolników do sąsiedniego Mort, wchodzi w drogę czerpiącej moc z czarnej magii Szkarłatnej Królowej – a ta nie cofnie się przed niczym. Szkarłatna Królowa postanawia wysłać straszliwą armie, by upomnieć się o swoje. Nic już nie powstrzyma inwazji na Tearling.
Lecz gdy mortmesneńskie wojska podchodzą coraz bliżej, Kelsea w tajemniczy sposób udaje się spojrzeć w czasy sprzed Przeprawy i odnaleźć w nich niezwykłą sojuszniczkę: Lily, która która walczy o życie w świecie, w którym już samo bycie kobietą bywa przestępstwem. Przyszłość Tearlingu – i duszy Kelsea – może zależeć od Lily i kolei jej życia, lecz młoda królowa ma bardzo mało czasu, by dowiedzieć się jaki los spotkał kobietę. (źródło: galeriaksiazki.pl)

Miałam duże oczekiwania co do tej książki. Pierwszy tom historii Kelsea ( recenzja tutaj) bardzo mi się spodobał i pragnęłam jak najszybciej sięgnąć po kontynuację. Po przeczytaniu opisu nie byłam przekonana, czy autorce uda się powtórzyć to, co stworzyła w „Królowej Tearlingu”. Myślę, że generalnie pani Johansen podołała czekającemu na nią zadaniu, chociaż mam kilka zastrzeżeń.291543_kt-inwazja-na-tearling_pb_578

Tak jak sugeruje opis z tyłu okładki, akcja w tej powieści jest podzielona. W jednych rozdziałach obserwujemy życie Kelsea w zaatakowanym przez Mortmesne królestwie, a w innych przenosimy się do czasów sprzed Przeprawy i poznajemy historię Lily. Taki zabieg sprawił, że książka (przynajmniej dla mnie) stała się ciekawsza, niż byłaby bez niej. Ale o tym szczegółowo za chwilę.

Zacznę od tego, co mi się nie spodobało. O ile w poprzednim tomie akcja pędziła na łeb na szyję, to tutaj czegoś mi brakowało. Niby się coś działo, ale główny wątek Kelsea nie porwał mnie tak, jak w „Królowej Tearlingu”. Gdyby nie Lily, prawdopodobnie odłożyłabym tę książkę. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Zupełnie nie spodobało mi się to, jak zmieniła się główna bohaterka. W poprzedniej części też mieliśmy do czynienia z jej przemianą, jednak to podczas lektury drugiego tomu zaczęłam mieć problem z główną bohaterką. Trwa oblężenie, ludzie walczą i giną, a ja miałam wrażenie, że Kelsea nie robi nic, żeby jakoś rozwiązać powstałą sytuację. O większości reform, które rzekomo wprowadziła, wspomniano tylko w kilku zdaniach. Młoda władczyni za łatwo uległa wpływowi swoich magicznych kryształów (bo wychodzi na to, że to one spowodowały przemianę?) i wraz z poprawą wyglądu pogorszył się jej charakter. Zupełnie przestała sobie radzić z krytyką, nie słuchała osób bardziej doświadczonych od niej i pogardzała ich radami.

Mówiąc o Kelsea, nie można nie wspomnieć o tym, czego nie było w poprzednim tomie, a pojawiło się w tym : o wątku romantycznym. Nie jestem przekonana co do sposobu, w jaki został on ukazany i wydaje mi się, że dodano go do książki trochę „na siłę”. Myślę, że gdyby go nie było, to historia Kelsea nic by na tym nie straciła.

Bohaterowie drugoplanowi na szczęście pozostali tacy, jak w pierwszej części : świetnie wykreowani. Każdy z nich jest całkowicie indywidualny, nie ważne, czy postać jest zła, czy dobra. Wszystkich ich bardzo polubiłam i zupełnie nie przeszkadzała mi ich ilość.51r2vm6ulal-_sx329_bo1204203200_

Teraz to, co najbardziej mnie zaskoczyło : Lily. Nie jestem fanką wątków, które dzieją się w przeszłości lub przyszłości w stosunku do akcji książki i myślałam, że takie rozwiązanie mi się (jak zwykle) nie spodoba. Jednak, jak już wspomniałam, historia Lily wciągnęła mnie bardziej, niż opowieść o głównej bohaterce i to dzięki niej nie odłożyłam książki na półkę. Fragmenty o kobiecie, która żyje w świecie przed Przeprawą, były utrzymane w tonie charakterystycznym dla dystopii. To, w jaki sposób przedstawiono naszą możliwą przyszłość, jednocześnie przeraziło mnie i zaciekawiło. Całkowicie uwielbiam ten wątek i mam nadzieję, że w kolejnym tomie nie zostanie on urwany i poznamy dalsze losy Lily (których już nieco się domyślam) oraz innych towarzyszących jej bohaterów.

Trochę ponarzekałam, więc czemu taka wysoka ocena? Między innymi dlatego, że po przeczytaniu cała książka pozostawiła po sobie niezwykle pozytywne wrażenie. Krzywdą byłoby ocenić ją niżej, bo mimo kilku wad jest to naprawdę dobra powieść. Dla wszystkich fanów szeroko pojętej fantastyki to idealny wybór, szczególnie na długie, jesienne wieczory, które niedługo przed nami. Mi pozostaje tylko czekać na kolejny tom historii Kelsea (i chyba Lily też? 🙂 ), który chyba już niedługo zostanie wydany w Polsce.

Przeczytaliście już „Inwazję na Tearling”? Co o niej sądzicie? Chętnie poznam Wasze zdanie 🙂