Pod koniec maja w końcu zdecydowałam się zainwestować w Netflixa i zaczęłam nadrabiać produkcje, które miałam w planach już od dłuższego czasu (planuję post z opiniami o obejrzanych przeze mnie serialach, na pewno się niedługo pojawi). Lubię seriale, w których główną rolę gra ucząca się młodzież, więc kiedy zobaczyłam, że niedługo ma się pojawić propozycja o tytule „Trinkets”, bez wahania zdecydowałam się dopisać ją na listę do obejrzenia. Kiedy dowiedziałam się, że ten serial powstał na podstawie książki o tym samym tytule, również się w nią zaopatrzyłam z myślą, że zapoznam się z obiema wersjami tej historii i porównam je tutaj dla Was. Co okazało się lepsze – książka czy serial?

Tabitha, Elodie i Moe: królowa szkoły, dziewczyna-cień i twardzielka – nastolatki z piekła rodem! Pełna humoru i ciepła historia o trzech dziewczynach, które połączyło wspólne hobby – kradzież drobiazgów z markowych sklepów. Pozornie błaha historia ma jednak swoją głębię. (źródło: wyd. Jaguar)

trinkets1

KSIĄŻKA

Sięgając po tę powieść, spodziewałam się przeciętnej, młodzieżowej historii (dużo większe oczekiwania miałam w stosunku do serialu…). Kiedy do mnie dotarła, nie zamierzałam od razu jej czytać, chciałam zerknąć tylko na pierwszy rozdział, żeby zobaczyć, jakim językiem pisana jest ta historia. Z jednego rozdziału zrobiło się kilka, a o tym, jak dużo już przeczytałam, uświadomiłam sobie mniej więcej w połowie książki.

Całość czyta się ekspresowofabuła bardzo wciąga, mimo że teoretycznie następujące po sobie wydarzenia nie są zbyt zaskakujące. Akcja szybko biegnie do przodu, a czytelnik – nawet jeśli nie ma w niej nic niezwykłego – pochłania rozdział za rozdziałem. Wydaje mi się, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest długość poszczególnych rozdziałów. Każdy z nich jest podzielony na punkty widzenia naszych trzech bohaterek, które wielokrotnie się przeplatają. Większość tych fragmentów nie zajmuje zbyt wiele stron, średnio dwie – trzy. Podczas lektury tak krótkich podrozdziałów czas mija naprawdę szybko, a strony przewracają się niemal same z punktu widzenia jednej bohaterki do perspektywy kolejnej.

Największą zaletą tej powieści są zdecydowanie główne postacie. Każda z dziewczyn jest inna i różnice między nimi można zaobserwować po tym, w jaki sposób opowiadają o wydarzeniach, które miały miejsce. Fragmenty Tabithy i Moe na pierwszy rzut oka wyglądają zwyczajnie, natomiast przemyślenia Elodie zostały zawarte w formie wierszy. Nie muszę chyba mówić, że taka odmiana mile mnie zaskoczyła i pozytywnie nastawiła do tej bohaterki. Polubiłam też Moe i Tabithę (z jej ironią i sarkazmem w punkt). Rzadko się zdarza, żebym nie potrafiła wybrać ulubionej postaci w jakiejś historii, ale tutaj naprawdę nie potrafię tego zrobić. Wszystkie trzy dziewczyny polubiłam i prawdziwie im kibicowałam od początku do końca.

„Trinkets” pochłonęłam w kilka godzin i bardzo dobrze się bawiłam podczas poznawania tej powieści. Interesujący początkowy koncept (kradzieże sklepowe) i to, w jaki sposób połączył tak różne bohaterki spowodowało, że książkę czytało się przyjemnie i z zainteresowaniem. Nie spodziewałam się tak wciągającej i angażującej historii, ale spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie. Zdecydowanie polecam tę powieść – jest idealna na wakacyjny relaks. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o jej serialowej adaptacji…

trinkets3

SERIAL

Przed rozpoczęciem oglądania tej produkcji przeczytałam książkę, która wywołała we mnie same pozytywne uczucia. W efekcie miałam spore oczekiwania w stosunku do serialu – liczyłam, że realistycznie przekaże on to, co wcześniej autorka zawarła w swojej powieści. Przykro mi to powiedzieć, ale „Trinkets” w wersji serialowej bardzo mnie rozczarowało i nie rozumiem, dlaczego autorka – która brała udział w jego produkcji – pozwoliła zrobić coś takiego ze swojej książki.

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że oprócz imion głównych bohaterek i początkowego konceptu kradzieży sklepowych ten serial nie ma nic wspólnego z powieścią o tym samym tytule. Już w pierwszym odcinku większość wydarzeń znacznie się różni, a im dalej, tym mniej zostaje z oryginalnej historii. W połowie sezonu nie ma już co mówić o żadnym podobieństwie fabularnym, gdyż serial zdecydowanie odbił w zupełnie inną stronę niż książka. Nie muszę chyba mówić, że taki stan rzeczy już na wejściu mnie rozczarował, a dalej było tylko gorzej.

Twórcy tego serialu starali się umieścić w nim wszystkie wątki, jakie współcześnie są modne w produkcjach młodzieżowych nie zwracając uwagi na to, czy ich wprowadzanie ma sens pod względem fabularnym. O ile jeszcze na początku większość wydarzeń ma – mniej lub bardziej – sens, to w dalszych odcinkach go traci. Poszczególne elementy trzymają się przysłowiowej „kupy” na słowo honoru, motywy bohaterów i to, w jaki sposób niektóre rzeczy im się udają są grubymi nićmi szyte. Realizmu w tym wszystkim zbyt dużo nie ma.

Bardzo zasmuciło mnie też to, co stało się z bohaterkami, które tak polubiłam w wersji książkowej „Trinkets”. Oglądając ten serial, miałam wrażenie, że cała inteligencja i zdrowy rozsądek zostały im odebrane. Te dziewczyny w książce były o wiele bardziej rozsądne i myślały z sensem. czego nie mogę o nich powiedzieć w przypadku wielu momentów serialu. Zakończenie pierwszego sezonu (mam nadzieję, że kolejnego nie będzie) jest tak absurdalne i pozbawione sensu, że ręce opadają. Szkoda, bo do końca liczyłam na to, że twórcy zwieńczą to w sposób, który choć trochę ociepli całość w moich oczach.

trinkets2

Serial składa się z 10 odcinków, które trwają ok. 25 minut. Nie jest to dużo i powinno sprawić, że obejrzy się go w całości w krótkim czasie. Mnie niestety – z uwagi na te wszystkie aspekty, które wymieniłam powyżej – każdy z tych niby krótkich odcinków bardzo się dłużył. Nie udało mi się w to wciągnąć i bardzo mi z tego powodu przykro. Liczyłam na przyjemny, lekki do oglądania serial, a okazało się, że ta produkcja trafiła do grona najgorszych, jakie obejrzałam w życiu.


Jeśli ktoś z Was jeszcze się zastanawia, jak podejść do książki i serialu „Trinktes”, to podsumuję mój wywód. Powieść polecam, jeśli szukacie lekkiej historii o nastolatkach i ich przyjaźni, to ta propozycja powinna zapewnić Wam wiele przyjemnych chwil. Od serialu natomiast proponuję trzymać się z daleka i nie oglądać nawet aby zrelaksować się po ciężkim dniu – do tego celu jest znacznie więcej innych, dobrych tytułów.

Słyszeliście o „Trinkets”? Czytaliście książkę lub oglądaliście serial? Jak Wam się podobało? Koniecznie wyraźcie swoje zdanie w komentarzach, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii 🙂