O „Onyx & Ivory” pierwszy raz usłyszałam w  zapowiedziach wydawniczych, bo wcześniej nie zauważyłam jej na żadnym z zagranicznych blogów. Ta powieść była dla mnie więc trochę enigmatyczna, ale po przeczytaniu opisu postanowiłam dać jej szansę. Skrót fabuły wskazywał bowiem, że będzie to fantastyka młodzieżowa z rodzaju tych, które lubię. Książka dotarła do mnie dość dawno, ale musiałam poczekać trochę z rozpoczęciem lektury (z przyczyn ode mnie niezależnych). Kiedy w końcu zaczęłam czytać, nie mogłam się doczekać, żeby poznać, co nowego wniesie do moich czytelniczych doświadczeń ta historia. I niestety muszę stwierdzić, że wniosła niewiele. W moim odczuciu książkę Mindee Arnett można nazwać dobrą i całkowicie poprawną powieścią fantasy dla młodzieży, ale zabrakło jej „tego czegoś”, co uczyniłoby tę opowieść wyjątkową.

Nazywają ją Zdrajczynią Kate. To przydomek, który Kate Brighton odziedziczyła po ojcu, po tym, jak próbował zabić arcykróla Rime. Wypędzona z szeregów szlachty Kate pracuje jako kurierka pocztowa. W tym fachu mogą przetrwać tylko najlepsi i najszybsi z jeźdźców, bo kiedy zapada noc, na świat wychodzą gadźce – mordercze bezskrzydłe smoki. Na szczęście Kate ma sekret, który zapewnia jej przewagę. Jest dzikunką, władającą zakazaną magią, która pozwala jej wpływać na umysły zwierząt. I właśnie ta magia doprowadza ją do miejsca, gdzie gadźce za dnia dokonały masakry całej karawany, z której ocalał tylko Corwin Tormane, syn króla. Jej pierwsza miłość, chłopak, którego poprzysięgła zapomnieć po tym, jak skazał jej ojca na śmierć. Teraz, gdy ich drogi znów się skrzyżowały, Kate i Corwin muszą zapomnieć o przeszłości, by stawić czoło nowemu zagrożeniu i jeszcze mroczniejszym siłom, budzącym się w królestwie.(źródło: strona wydawnictwa)

Musicie przyznać, że opis fabuły brzmi interesująco. Uwielbiam powieści fantasy, w których dużą rolę gra monarchia, więc już widzicie, czemu nie potrafiłam się oprzeć chęci przeczytania „Onyx & Ivory”. Sam początek historii całkiem mi się spodobał. Dość dużo się działo, kolejne strony przewracałam w mgnieniu oka i to rozbudziło we mnie nadzieję, że tak będzie do samego końca. W pewnym momencie autorka wprowadziła do akcji rytuał zwany urorem (nie powiem Wam, co to jest, musicie dowiedzieć się sami podczas lektury), który sprawił, że byłam prawdziwie podekscytowana tym, co będzie dalej. Niestety, kilka rozdziałów dalej spotkało mnie rozczarowanie. Kate poznała tajemnicę swojego ojca, która w moim odczuciu nie była tak spektakularna jak można było stwierdzić na podstawie różnych przesłanek. Liczyłam na coś znacznie bardziej zaskakującego. W następnych rozdziałach działania bohaterki w efekcie uległy zmianie – nie było w nich tych samych emocji co wcześniej, przez co lektura zaczęła mnie nużyć. Ta sytuacja uległa zmianie dopiero w końcówce, w której bardzo dużo się działo, ale i tak niesmak spowodowany tą „przerażającą tajemnicą” we mnie pozostał.

Jeśli chodzi o bohaterów, to w tym aspekcie nie mam zbyt wielu zastrzeżeń. Kate jest po prostu fajną postacią, silną i pewną swoich wyborów. Realistycznie patrzy w przeszłość i nie poświęca za wiele czasu wzdychając do przystojnego księcia, kiedy konieczne jest działanie. Polubiłam ją od początku, podobnie jak Corwina. To bohater nieidealny, popełnia wiele błędów (w oczy rzuca się szczególnie jedna taka sytuacja, kiedy miałam ochotę mu coś zrobić za to, jak się zachował), ale stara się je naprawiać. Mindee Arnett sprawiła, że mimo kilku wad jest on ogromnie uroczy, co powoduje, że nie sposób mu nie kibicować. W „Onyx & Ivory” mamy też grono postaci drugoplanowych, wśród których szczególnie polubiłam Dala i Signe. To bardzo charyzmatyczne osoby, mające własne przeżycia z przeszłości, których poznawanie było wyjątkowo zajmujące.

Jak można się domyślić już po przeczytaniu opisu, w tej powieści mamy do czynienia z wątkiem romantycznym (na dobrą sprawę nie tylko z jednym). Ten aspekt w zakresie dotyczącym głównych bohaterów był całkiem dobrze napisany, ale brakowało mu emocji, które sprawiłyby, że czytanie powodowałoby szybsze bicie serca. Znacznie bardziej tajemniczy był drugi wątek, dotyczący postaci drugoplanowych i nie wiem, czy to właśnie on bardziej nie przypadł mi do gustu.

Trzeba jednak przyznać, że autorka w nietypowy sposób rozwiązała kwestię magii w stworzonym przez siebie świecie. Oprócz zwykłej, tradycyjnej magicznej mocy mamy również do czynienia z magią zakazaną, którą posługują się osoby zwane dzikunami. Są oni poszukiwani i likwidowani przez władzę, więc wiele z nich ukrywa się. Arnett, opisując ich moce, wyszła poza tradycyjny schemat stosowany w powieściach fantasy. Sprawiło to, że „magiczny” aspekt tej historii był dla mnie interesujący i bardzo przyjemnie się go czytało.

„Onyx & Ivory” jest dobrą pozycją z gatunku fantastyki młodzieżowej, ale w moim odczuciu nie wnosi za sobą nic nowego. Oprócz elementów magicznych, o których przed chwilą wspomniałam, pozostałe aspekty nie wybiegają zbytnio poza to, co jest powszechnie znane wielbicielom tego typu literatury. Nie mam zamiaru jednak odradzać Wam czytania tej książki, bo została ona świetnie napisana i można przy niej spędzić wiele przyjemnych chwil. Czas spędzony na lekturze minął mi w mgnieniu oka i mogę jednoznacznie stwierdzić, że dobrze się przy niej bawiłam. Czegoś mi jednak w niej zabrakło, kilka jej elementów nie przypadło mi zbyt do gustu, ale to może być kwestia indywidualna. Jeśli lubicie powieści z tego gatunku, to polecam Wam spróbować. Może Wasze odczucia na temat tej historii będą znacznie lepsze?


Słyszeliście o tej książce? Planujecie po nią sięgnąć czy może już to zrobiliście? Koniecznie wyraźcie swoje zdanie, bardzo ucieszę się z każdego komentarza 🙂